Tropikalne babeczki z lemon curd

Na zewnątrz zimno. Sytuację ratuje jedynie odrobina śniegu, który wygląda uroczo, ale pod warunkiem, że obserwuje się go z ciepłego mieszkania. Ponieważ nie lubię zimna, zawsze o tej porze roku marzą mi się egzotyczne wyprawy. Skoro natłok pracy nie pozwala na wojaże, pozostaje mi chociaż wyprawa kulinarna. Dziś proponuję przepis na pachnące ananasem babeczki przywodzące na myśl tropikalne wyspy.

Tropikalne babeczki z lemon curd – przepis:

200 g mąki pszennej
80 g cukru
70 ml mleka
50 ml soku ananasowego
70 g masła
2 jajka
1 łyżka proszku do pieczenia
śmietana kremówka
lemon curd

Masło rozpuszczamy w misce, po czym dodajemy do niego jajka oraz mleko. Dokładnie mieszamy. Następnie dosypujemy cukier, mąkę oraz proszek do pieczenia. Na koniec dolewamy sok ananasowy i ponownie mieszamy. Rozlewamy ciasto do foremek z papilotkami po czym wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 20-25 minut. Po ostudzeniu ozdabiamy bitą śmietaną i lemon curd. Do przybrania można też użyć kawałków ananasa z puszki.

Tropikalne babeczki z lemon curd,  Fot. Hanami®

Makaron szanghajski z kurczakiem, kalarepą, nerkowcami i rukwią wodną

W weekend naszło mnie na jedzenie inspirowane kuchnią chińską. Była to okazja do przetestowania nowych produktów orientalnych, jakie ostatnio kupiłam. Postanowiłam wykorzystać nowinki oraz to, co było akurat w lodówce. Niestety rukiew wodna, na którą miałam ochotę była bardzo słabej jakości (kupiłam liofilizowaną). Po namoczeniu okazało się, że w opakowaniu wylądowały prawie same suche badyle. Wyskubałam, co się dało i dodałam do dania. Rukiew wodna jest bardzo zdrowym oraz smacznym dodatkiem. Zawiera żelazo, jod, kwas foliowy i wapno. Ponadto ma działanie antynowotworowe. Jest też bogatym źródłem antyoksydantów. Jada się ją w Azji, a także w Europie (Francja, Anglia). Naturalnie występuje również w zachodniej Polsce. Ponoć należała do ulubionych warzyw Napoleona. Ja użyłam jej jako dodatek do dania z makaronem szanghajskim.

Makaron szanghajski z kurczakiem, kalarepą, nerkowcami i rukwią wodną – przepis:

200 g makaronu shanghajskiego
400 g piersi z kurczaka
100 g orzechów nerkowców
200 ml wody
20 g suszonej rukwi wodnej
1 kalarepa
2 małe cebule
1 żółta papryka
4 łyżki sosu rybnego
1 łyżeczka pasty tamaryndowej
pół łyżeczki kurkumy
sól

Pierś z kurczaka kroimy w kostkę, wrzucam na rozgrzaną patelnię. Gdy się lekko podpiecze dodajemy dodajemy pokrojoną w pióra cebulę i smażymy przez 2-3 minuty. W szklance wody rozpuszczamy pastę tamaryndową, kurkumę, sól oraz sos rybny po czym zalewamy kurczaka oraz cebulę. Następnie dodajemy pokrojoną w słupki kalarepę oraz orzechy nerkowca i smażymy. 3-4 minuty przed końcem smażenia dorzucamy pokrojoną paprykę. W międzyczasie gotujemy makaron. Po odcedzeniu wrzucamy makaron na patelnie i podsmażamy około 2 minuty intensywnie mieszając.

Makaron shanghajski,  Fot. Hanami®

Risotto rozmaitości

W zeszłym tygodniu byłam trochę zabiegana. W takich momentach wybieram potrawy, które można szybko przygotować, łatwo odgrzać i podać na różne sposoby. Tym razem padło na risotto z kurczakiem oraz dużą ilością warzyw. Najlepiej smakuje świeże, ale nadaje się również do zapiekania w piekarniku z dodatkową ilością sera czy odgrzewania na patelni z odrobiną masła ziołowego. A przede wszystkim to świetna alternatywa dla dań instant.

Risotto rozmaitości – przepis:

300 g ryżu do risotto
900 ml bulionu warzywnego
250 g pieczarek
mała pierś z kurczaka
1 duża cebula
pół małej cukinii
1 mała papryka
ser do posypania (ulubiony lub parmezan)
sól, pieprz, oregano, tymianek

Cebulę kroimy w kostkę, pierś kurczaka również kroimy w kostkę. Oba składniki wrzucamy na rozgrzaną oliwę (danie robimy w dość wysokim garnku). Kiedy cebula się zeszkli, dodajemy pokrojone w plasterki pieczarki i smażymy jeszcze przez 2-3 minuty. Później wsypujemy ryż, po czym podsmażamy go przez około minutę dokładnie mieszając.  Na sam koniec zalewamy wszystko bulionem i przyprawiamy. Gotujemy przez 20-25 minut mieszając co jakiś czas. Na 5 minut przed końcem gotowania dodajemy cukinię w plasterkach i drobno pokrojoną paprykę. Przed podaniem risotto posypujemy serem.

Tarta budyniowa z bezą

Lubię lekkie, pachnące tarty budyniowe. Można je podawać na różne sposoby: ze świeżymi owocami, z suszonymi owocami, wiórkami czekoladowymi, wafelkami. Wybornie smakują również z bezą. Chrupiąca, słodka, rozpływająca się w ustach beza bardzo przyjemnie komponuje się z delikatnym budyniem. Dziś przepis na bezę, którą można dodać np. do takiej tarty, jaką zaprezentowałam w poniedziałek.

Beza – przepis:

150 g cukru pudru
3 białka jajka
1 łyżka octu

Białka ubijamy na sztywną pianę. Następnie powoli dosypujemy cukier i ubijamy dalej. Na sam koniec dolewamy łyżkę octu i ubijamy jeszcze chwilę. Gotowe białka wylewamy na papier do pieczenia (średnica zbliżona do wielkości formy tarty). Bezę wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni. Po 5 minutach zmniejszamy temperaturę do 140 stopni i pieczemy przez kolejne 85 minut. Po upieczeniu uchylamy piekarnik i zostawiamy bezę do ostygnięcia.

Tarta z budyniem i czekoladą

Nie lubię poniedziałku to polska komedia z 1971 roku wyreżyserowana przez Tadeusza Chmielewskiego. Zaopatrzeniowiec szukający po stolicy dreblinek do kombajnu, zagubiony Włoch czy kolejka za papierem toaletowym, to tylko kilka migawek z produkcji. Suma sumarum pierwszy dzień tygodnia okazuje się dla wielu osób wcale nie taki zły. Moim sprawdzonym przepisem na optymistyczny poniedziałek jest kawałek dobrego ciasta do drugiej porannej kawy (u mnie około 10:00). Może i Wy się skusicie na tartę z budyniem czekoladowym?

Tarta z budyniem i czekoladą – przepis:

Spód tarty:

250 g mąki
120 g masła
50 g cukru
3 żółtka

Masło rozpuszczamy w misce. Następnie dodajemy pozostałe składniki i dobrze wygniatamy. Robimy z ciasta kulę, owijamy folią spożywczą i wstawiamy na 30 minut do lodówki. Po wyjęciu ciasto rozpłaszczamy wałkiem (nie daje się ono dobrze rozwałkować) po czym wkładamy do formy (średnica 28 cm). To, co odpadnie doklejamy ręcznie. Przy pomocy widelca nakłuwamy ciasto, co zapobiegnie wybrzuszeniu się podczas pieczenia. Z papieru do pieczenia wycinamy okrąg nieco większy niż średnica formy. Układamy okrąg w formie i wsypujemy na niego fasolki. Ciasto pieczemy przez 20-25 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Po około 10 minutach pieczenia wyjmujemy fasolki.

Nadzienie:

opakowanie budyniu czekoladowego
cukier (jeżeli budyń jest niesłodzony)
50 g masła
gwiazdki lub wiórki z białej oraz gorzkiej czekolady

Kiedy spód ciasta trochę przestygnie, przygotowujemy budyń według wskazówek na opakowaniu. Na sam koniec mieszania dodajemy masło, po czym całość miksujemy przez 2-3 minuty. Po około 10 minutach wlewamy budyń na ciasto. Po ostygnięciu ozdabiamy czekoladowymi dodatkami.

Tarta z budyniem i czekoladą

Sałatka z jajkiem, rukolą i grzankami

Zima nie jest sezonem sałatkowym, nie należy też do dań z dużą ilością zieleniny. Bezsmakowe pomidory, wodniste ogórki oraz inne warzywa, które tylko z nazwy przypominają to, co powinny, nie nastrajają optymistycznie. Nie można jednak rezygnować ze wszystkiego. Dziś coś dla lubiących warzywa i dla tych, co oczekują czegoś treściwszego – sałatka z jajkiem, rukolą oraz grzankami. Szybka, pachnąca, pasująca zarówno na lekkie, ale zdrowe śniadanie, jak i na kolację.

Sałatka z jajkiem, rukolą i grzankami – składniki dla dwóch osób:

dwie garście rukoli
3 jajka na twardo
3 kromki chleba (albo bułki paryskiej)
szczypta kwiatu lawendy
szczypta tymianku
szczypta soli
oliwa z oliwek
glazura balsamiczna

Chleb kroimy w kostkę i podsmażamy na patelni na oliwie. Kiedy jest już rumiany, dodajemy tymianek oraz kwiat lawendy. Na talerzu układamy garść rukoli oraz pokrojone jajko na twardo. Posypujemy solą, skrapiamy odrobiną oliwy oraz dodajemy ciepłe grzanki. Na sam koniec całość polewamy glazurą balsamiczną. Smacznego!

Sałatka z jajkiem, rukolą i grzankami

Mięsa i ryby na szlacheckim stole

Wczoraj pisałam o kilku staropolskich specjałach bardziej na słodko. Dziś pora na coś konkretnego. Mięsa oraz ryby stanowiły główny element diety wysoko urodzonych w siedemnastowiecznej Polsce. To właśnie nim Stanisław Czerniecki poświęcił większą część Compendium Ferculorum albo zebranie potraw.

Jeśli znudził się Wam schabowy oraz macie dość piersi z kurczaka, staropolska publikacja na pewno znajdzie się w czołówce Waszych ulubionych książek. Wśród mięsiw wymienia się bowiem takie rarytasy jak: żubrowy comber gotowany na rumiano, baranek z czosnkiem, kapłon (młody, specjalnie tuczony kogut) z grzankami z białego chleba, ślimaki (zostały umieszczone w dziale mięsnym) czy raki z botwiną. Szczególnie ciekawie brzmi przepis na limoniatę. Można ją było przyrządzić z cielęciny albo kapłona. Mięso należało osolić, dodać pietruszkę oraz masło, zalać rosołem i ugotować. Przed podaniem odlewano trochę rosołu, po czym doprawiano octem winnym, tartym chlebem, szafranem, cynamonem, cukrem, limonką, pieprzem i gałką zaś na wierzchu układano figatelle (rodzaj mielonych). Domyślam się, że przypraw sobie nikt nie żałował. W staropolskiej kuchni bardzo często podawano też mięsa z owocami: wiśniami, agrestem, porzeczkami, gruszkami.

Nie gorzej opisano dania rybne. Wykaz potraw rozpoczynał się od łososia. Stanisław Czarnecki opisał też, co można wyczarować z jesiotra, szczupaka, karpia, węgorza, dorsza, leszcza, piskorza czy czeczugi. Trzeba przyznać, że podawano je dość podobnie jak mięsa czyli z chrzanem, szpinakiem, a także na słodko (z owocami oraz miodem). Jednym z ciekawszych połączeń były przepisy na dania z selerem czy kwaśną kapustą. Urzekła mnie również receptura na rybę z masłem po holendersku, którą gotowano w kotle z dodatkiem pokrojonej w kostkę pietruszki. Całość doprawiona była dodatkowo imbirem i octem winnym. Nie zapominajmy, że nasza kuchnia słynęła ze sposobów przygotowywania dań z ryb słodkowodnych. Nawet we Francji mówiono o rybach przygotowywanych na sposób polski.

Po wertowaniu Compendium Ferculorum albo zebranie potraw zrobiłam się bardzo głodna, a co więcej rządna kulinarnych eksperymentów. Jak tylko będę miała trochę wolnego czasu na pewno wypróbuję jakiś z przepisów przytoczonych przez Stanisława Czernieckiego.

© cosma / Shutterstock.com

Sernik cynamonowy z dżemem pomarańczowym

Czas na ostatni bożonarodzeniowy przepis. Ponownie będzie to sernik. Tym razem jednak cynamonowy z dodatkiem dżemu pomarańczowego. Bardzo smaczne, aromatyczne połączenie. Idealnie pasuje do świątecznej atmosfery. A jutro zapraszam na podróż w czasie. Będziemy buszować po szlacheckich stołach…

Sernik cynamonowy z dżemem pomarańczowymprzepis

Spód sernika:

160 g jasnych ciastek
70 g masła

Ciastka miksujemy w blenderze, a następnie wsypujemy do miski z rozpuszczonym masłem. Całość dokładnie mieszamy po czym wykładamy na dno formy.

Masa serowa:

700 g sera do sernika
150 g cukru
3 jajka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
4 łyżeczki cynamonu
1 łyżka ekstraktu waniliowego
dżem pomarańczowy
cukier puder

Ser mieszamy z cukrem, jajkami, ekstraktem waniliowy, cynamonem oraz mąką ziemniaczaną. Ciastka ułożone na dnie formy smarujemy około 5 mm warstwą dżemu pomarańczowego po czym wlewamy masę serową. Sernik pieczemy przez 75-80 minut w piekarniku rozgrzanym do 165 stopni. Po ostygnięciu posypujemy cynamonem wymieszanym z cukrem pudrem (możemy skorzystać z jakiegoś szablonu, aby zrobić wzór).

Sernik cynamonowy z dżemem pomarańczowym